W oparach absurdu – Antoni Słonimski, Julian Tuwim

W oparach absurdu„Istota rzeczy polegała na prostym fakcie, że nas pisanie absurdów bawiło i dawało radość nie mniejszą od pisania wierszy, artykułów czy sztuk teatralnych” – tak tłumaczy Słonimski, dlaczego przez piętnaście lat wspólnie z Tuwimem z lubością udawali się do „krainy bzdury”. Jak sam jednak przyznaje, ta działalność miała również pewien aspekt wychowawczy: „Uczyliśmy czytelnika, że te same czcionki jego codziennej gazety, odbite na tym samym papierze, czernione tą samą farbą drukarską, mogą pewnego dnia oszaleć i głosić oczywiste brednie”.
W rezultacie W oparach absurdu jest jednym z najwspanialszych dzieł humorystycznych, jakie powstały w naszym kraju.

Wykorzystując znane prasowe formy (ogłoszenia, zagadki, porady, przepisy kulinarne) i dodając do nich szczyptę smakowitego purnonsensu, autorzy wywoływali w czytelnikach niepohamowane ataki śmiechu, ale także uczyli dostrzegania absurdu w codziennym życiu.

Anegdoty dziennikarskie – Maciej Mazur

Anegdoty dziennikarskieNa co dzień Maciej Mazur w “Faktach” TVN piętnuje absurdy polskiej rzeczywistości, ale tym razem pod lupę wziął kolegów po fachu i w swoim charakterystycznym stylu opowiada najdziwniejsze, najśmieszniejsze i najbardziej absurdalne historie z życia polskich mediów. Zdradza przed kim i dlaczego Aleksander Kwaśniewski uciekał przez okno po drabinie, jak brzmi Tomasz Lis gdy wydaje mu się, że nikt go nie słyszy, w jakich okolicznościach największe gwiazdy dziennikarstwa puszczały soczyste wiązki na antenie i kto udawał, że jest papieżem. Całkiem zresztą skutecznie. Przy okazji świat dowie się wreszcie, kim jest słynny Rurek – cichy bohater TVN.

Nieoczekiwana zmiana płci. Na najwyższym szczeblu – Cezary Harasimowicz

Nieoczekiwana zmiana płci. Na najwyższym szczebluAutor sięgnął po gatunek literacki, od którego od lat zdecydowanie się odżegnywał. Najsilniejszy, w najnowszej książce popularnego scenarzysty filmowego jest element humorystyczny, stąd już w tytule nawiązanie do znanej amerykańskiej komedii Nieoczekiwana zmiana miejsc. W przypadku powieści Harasimowicza trudno uniknąć określenia, iż jest to praktycznie gotowy scenariusz filmowy: cięte, dynamiczne dialogi, pełna zwrotów akcja, perypetie przywołujące na myśl najlepsze polskie komedie jak Seksmijsa czy Kingsajz, pełnokrwiści bohaterowie oraz ostra dawka pieprznego humoru zmuszają czytelnika do uważnego śledzenia fabuły i prowokują niekontrolowane wybuchy śmiechu.

Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami – Wojciech Mann Krzysztof Materna

Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcamiPodwójna dawka humoru – najzabawniejsze podróże Manna i Materny

Prywatne wspomnienia duetu, który stworzył niezapomniane programy, m.in. MdM, Za chwilę dalszy ciąg programu i M kwadrat. Absurdy PRL-u oraz niewiarygodne historie, które choć prawdziwe, brzmią jak wymyślone przez satyryka. Opowieści z czasów, gdy podróż “Stefanem Batorym” otwierała bramy wielkiego świata.

Jak autorzy zostali potraktowani przez sycylijską mafię?
W jaki sposób wprowadzili cła na plastikowe dywany?
Na co prawdziwi mężczyźni wydają pieniądze w Acapulco?

Po bestsellerowym RockMannie kolejna książka, która wzrusza jak wspomnienia z młodości, a śmieszy bardziej niż niejedna komedia.

Sejm się śmieje

Zebrał i opracował Maciej Szymkiewicz.
Debaty sejmowe są od początku polskiej transformacji źródłem polemik, ożywionyck sporów, ale i wybuchów śmiechu, będących obroną przed niekompetencją, a niekiedy zwykłą głupotą pochodzącyck z demokratycznego wyboru reprezentantów społeczeństwa. Starannie opracowana w oparciu o stenogramy sejmowe antologia werbalnych popisów posłów stanowi pożyteczną i zabawną przestrogę dla tych, dla których *kiełbasa wyborcza* jest nadal ważniejsza od programu politycznego kandydatów do zasiadania w sejmowych ławkach.

W krzywym zwierciadle – Maciej Stuhr

W krzywym zwierciadle maciej stuhrSubtelny i wyrafinowany humor w najlepszym wydaniu. W krzywym zwierciadle to zbiór felietonów Maciej Stuhra a także opowieść filmowa Utytłani Miłością, w których wybitny aktor objawia swój kolejny talent – literacki. Świat oczyma Macieja Stuhra może wydawać się światem odbitym w krzywym zwierciadle – ale bez wątpienia pełnym humoru. A jak wiadomo – humor zawsze w cenie…

Zeznania Niekrytego Krytyka – Maciej Frączyk

zeznania niekrytego krytykaNominacja do tytułu Bestseller Empiku 2012 w kategorii „Książka dla młodzieży”

Książka dla wielbicieli Macieja Frączyka, czyli Niekrytego Krytyka – polskiego władcy YouTube (prowadzi program Przemyślenia Niekrytego Krytyka), krytyka: filmów, seriali, gier, książek i reklam, a także internetowych celebrytów. Świetnie napisane, zabawne i ciekawe obserwacje z życia, zilustrowane satyrycznymi rysunkami i kodami do internetowych filmów Autora na YouTube. Książka dla młodszych i starszych, w której znajdą się wyznania Krytyka na temat języka młodzieżowego, edukacji szkolnej i seksualnej, poszukiwaniu sensu życia i życiowych wyborów, kobiet, subkultur młodzieżowych itd., a także jego życiowej pasji, tego, kim chciałby być, gdyby nie robił tego, co robi.

Nie pozwól, żeby język wyprzedzał myśl.
Antoni Czechow

Nie pozwól, żeby język wyprzedzał myśl. Po prostu się nie odzywaj.
Niekryty Krytyk

Co się tyczy edukacji seksualnej: żadnych tajemnic.
Albert Einstein

Co się tyczy edukacji seksualnej: żadnych tajemnic. Żadnych rozmazanych pikseli i niskich rozdzielczości.
Niekryty Krytyk

Talent – to robić z łatwością to, co jest trudne dla innych.
Henri Frédéric Amiel

Talent – to robić z łatwością to, czego inni nie odważyli się spróbować.
Niekryty Krytyk

Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.
Albert Einstein

Wyobraźnia jest łatwiejsza od wiedzy.
Niekryty Krytyk

Sukces to zazwyczaj coś, co nie pochodzi od artysty, lecz od publiczności.
Éric-Emmanuel Schmitt

Polać Schmittowi.
Niekryty Krytyk

Lepiej jest w siebie wątpić, niż zbytnio w siebie wierzyć.
Mikołaj Gogol

Lepiej jest zbytnio w siebie wierzyć, niż w siebie wątpić.
A Gogolowi zabierzcie kieliszek.
Niekryty Krytyk

Kobieta jest przyszłością mężczyzny.
Louis Aragon

 Kobieta jest przyszłością mężczyzny, dopóki ten czegoś nie spieprzy.
To bardzo bliska przyszłość.
Niekryty Krytyk

Zamiast karać ludzi za błędy, pokaż im inną drogę postrzegania prawdy.
Cholera wie

Czasem coś mądrego może powiedzieć ktoś na tyle głupi, żeby się pod tym zapomnieć podpisać.
Niekryty Krytyk

Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki – Marek Raczkowski

Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki – czy to prawda, czy kolejna prowokacja Marka Raczkowskiego, jednego z najpopularniejszych rysowników? Książka do czytania i oglądania – kilkadziesiąt fantastycznych rysunków Raczkowskiego i po raz pierwszy publikowane zdjęcia z baaaardzo prywatnego archiwum.

 

Na co wydałeś zaliczkę na książkę?

Chyba na dziwki i kokainę.

Ile czasu ci to zajęło?

Kilka godzin? Tyle co pójść do bankomatu, wypłacić pieniądze i wydać, ale zaraz, zaraz – zapłaciłem też zaległy czynsz i trochę dałem dziecku. Nie miałaś problemu ze znalezieniem stolika?

[Rozmowy do tej książki nagrywaliśmy w dwóch miejscach – z reguły zaczynaliśmy w restauracji przy ulicy Chocimskiej, a kończyliśmy w pobliżu, w mieszkaniu Marka Raczkowskiego].

Nie. Kiedy powiedziałam, że umówiłam się tu z tobą, kelner uśmiechnął się wymownie i natychmiast znalazł się stolik.

Bo ja tu jestem stałym gościem. Jak wstaję, z reguły po południu, koło 16, to piję kawę. Potem jem kanapki, popijając whisky lub wódką, a wieczorem jem tutaj tatara z tuńczyka i halibuta, suma albo wołowinę. Często w towarzystwie kobiet, ale rzadko się powtarzają. I od razu muszę sprostować – nie do końca prawdę powiedziałem, bo jest kilka takich kobiet, które zapraszam tu często. Staram się być teraz bardziej prawdziwy, niż jestem. Bo jeśli chodzi o tę książkę, przede mną stoi trudne zadanie. Muszę bowiem pokonać w sobie wstyd, który nieustannie odczuwam. Dojmujący, prawdziwy fałszywy wstyd.

Na czym on polega?

Dojmujący, prawdziwy fałszywy wstyd polega na tym, że człowiek chce siebie pokazać w lepszym, czyli fałszywym świetle. Na przykład nie przyznaje się do zażywania narkotyków ani do częstego zmieniania partnerek. Człowiek, który zażywa za dużo narkotyków, mówi na przykład, że owszem, wie, co to narkotyki, ale zażywa je nieregularnie, od okazji do okazji. Mało kto mówi całą prawdę. To jest fałszywy wstyd. I on jest autentyczny.

Chyba nie masz racji. Fałszywy wstyd, ten autentyczny, polega na tym, że nie czujesz wstydu, ale wiesz, że w danej sytuacji powinieneś go czuć, i dlatego go udajesz. Chyba.

Na jedno wychodzi. Czy można bezkarnie przyznawać się do ćpania? Czy to nie jest autodenuncjacja? Z jednej strony wydaje mi się, że organy ścigania powinny marzyć o tym, żeby jakiegoś celebrytę złapać, jak ostatnio Korę, ale może tak nie jest? Bo co oni teraz mają z tą Korą zrobić?! Maciek Zembaty powiedział kiedyś publicznie, żeby go po śmierci spalić i wciągać nosem, bo w dużej części składa się z czystej kokainy i nic złego go z tego powodu nie spotkało. Pewna moja koleżanka opowiedziała mi autentyczną historię, która spotkała ją w hotelu. Była tam z kimś umówiona, ale zanim doszła do baru, podszedł do niej nieznajomy mężczyzna i powiedział po angielsku, że jest agentem pewnego znanego hollywoodzkiego aktora i że zaprasza ją do jego pokoju. Wymienił nazwisko tego aktora, a nie było tajemnicą, że przebywał on wtedy z wizytą w Polsce, więc koleżanka, aktorka zresztą, postanowiła skorzystać z okazji, żeby go poznać. Poszła z agentem do pokoju aktora, on rzeczywiście tam był, ona się speszyła, wytłumaczyła, że to nieporozumienie, że owszem, ma na sobie minispódniczkę i mocny makijaż, ale nie jest prostytutką, tylko aktorką. Wszyscy troje się z tej niezręcznej sytuacji chwilę pośmiali, a następnie koleżanka pożegnała aktora i wyszła. “Jak to wyszłaś?!” – zapytałem ją zdziwiony. “Taki wielki aktor, przystojny do tego, a ty wyszłaś?!”. A koleżanka na to: “wiem, co chcesz powiedzieć. Oczywiście, że bym chętnie została. Ale miałam akurat bardzo obfity okres”. Ona jest przykładem człowieka, który dojmującego, prawdziwego fałszywego wstydu nie odczuwa. I za to ją szanuję.

To może od razu opowiedz o sobie coś wstydliwego?

Czy wiesz, że pracowałem kiedyś w radiu kolor, gdzie zajmowałem się opowiadaniem Krzysztofowi Maternie słabych dowcipów?

Nie wiedziałam. To było wstydliwe?

Miałem pewnie ze cztery lata, jak po raz pierwszy usłyszałem ten dowcip: mama z tatą chcieli się ruchać, ale synek był w domu, więc wysłali go do sklepu po musztardę. I tata mówi wtedy do mamy: “Pokaż mi bułeczkę!”. A mama do taty: “Pokaż mi kiełbaskę!” – przypominam, że były to czasy PRL-u. A na to synek staje w drzwiach i mówi: “a ja wam przyniosłem musztardę”. Nie wiem, jakim cudem synek znalazł się w tym dowcipie w drzwiach akurat wtedy. Zastanawiam się nad tym od 50 lat, ale ja dla Radia Kolor wymyśliłem inny dowcip. Mama mówi: “synku, idź do sklepu, kup pinezki”. A synek na to: “Po co, kiedy tyle ich chodzi po ścianie?!”. I w studiu zapadła cisza. Kolega, który był wtedy z nami, mówi: “Może chodziło o pluskiewki?”. A ja na to: “a co ja powiedziałem?” i znowu cisza. Maternie tak to się spodobało, że postanowił poprowadzić ze mną czterogodzinny program na żywo. I zniszczył mnie w tym programie całkowicie. Cały czas mówił: “ale pan naprawdę uważa, że to jest śmieszne? Ale tak szczerze?”. Wymiękłem wtedy kompletnie.

To nie jest bardzo wstydliwa historia. Może coś z dzieciństwa?

Jak się urodziłem, to byłem podobno okropnie brzydki. Miałem jakieś zaburzone proporcje ciała, nawet jak na noworodka. Wielka głowa, mały tułów, ale byłem jedynym chłopcem w rodzinie, więc wszyscy mnie bardzo kochali i ciągle się mną bawili – fotografowali, przebierali, obracali na wszystkie strony. Nie ukrywam, że bardzo to lubiłem, bo byłem w centrum zainteresowania.

Nic bardziej wstydliwego nie pamiętasz?

Kiedy miałem pięć lat, o mało nie zgwałciłem trzyletniego chłopczyka, w którym byłem zakochany, a fiutek stał mi przy nim jak kredka. I w ogóle nie wiedziałem, co się dzieje. Leżał koło mnie w łóżeczku, taki mięciutki, cieplutki, a ja czułem się rozkosznie.

Co to był za chłopiec?

Bartuś, mój najlepszy przyjaciel, syn przyjaciół moich rodziców. Prawdopodobnie nie miałem jeszcze wtedy ukształtowanych preferencji seksualnych. Byłem kompletnie zagubiony.

Długo trwała ta miłość?

Kilka lat. Teraz wiem, dlaczego go tak kochałem. Bo on był mną kompletnie zafascynowany, wpatrzony we mnie jak w obraz, chłonął każde moje słowo, świata poza mną po prostu nie widział. Trudno nie kochać kogoś takiego. Zawsze zresztą wybierałem sobie mniejszych i młodszych kolegów i obejmowałem nad nimi duchowe przywództwo. Potem, jako siedmio-, ośmioletni chłopiec stałem się nagle bardzo wstydliwy i oburzało mnie wszystko, co nieprzyzwoite.

A kiedy po raz pierwszy zakochałeś się w dziewczynce?

Chyba w pierwszej klasie podstawówki. Miałem urodziny i postanowiłem zaprosić do domu gości. Nie uprzedziłem mamy, więc była na mnie bardzo zła. Najpierw popełniła ustawowe przestępstwo zagrożone karą więzienia, czyli oberwałem porządnie w dupę, a potem kazała mi to odwołać, ale wtedy nie było przecież jak. Miałem pisać telegramy?! Więc mama przygotowała przyjęcie, na szczęście były to lata, kiedy w sklepach była jeszcze galaretka w proszku, a potem przyszli goście i się okazało, że to są same dziewczynki. Po prostu zaprosiłem wszystkie dziewczynki z mojej klasy. Podchodziłem kolejno, kłaniałem się i zapraszałem na urodziny. Ani jednego kolegi. Potem przez kilka godzin te dziewczynki stały w kolejce do bujanego fotela mojego dziadka i ja je kolejno w tym fotelu bujałem. Byłem bardzo szczęśliwy. Najpierw zakochałem się chyba w wioli. Pamiętam też, jak wyobrażałem sobie nasz seks, który miał się odbywać oczywiście w noc poślubną. Niosłem wiolę do wielkiego łóżka, omdlałą, żeby tam zrobić tę straszną rzecz, którą trzeba zrobić niestety. Dokładnie nie wiedziałem, co to takiego, ale na szczęście z reguły usypiałem, zanim dochodziłem w tym marzeniu do sedna sprawy.

Pierwszy pocałunek pamiętasz?

Coś tam pamiętam, że nie bardzo wiedziałem, jak to się robi. Znałem teorię – że trzeba język dziewczynie włożyć do buzi – ale zupełnie nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. Ten pomysł nie budził mojego entuzjazmu i do dziś zresztą akurat ten aspekt miłości fizycznej mojego entuzjazmu nie budzi.

Zakochiwałeś się w jakimś określonym typie dziewczynek?

Jako dziecko zakochiwałem się po kolei we wszystkich dziewczynkach z klasy, ale taka pierwsza prawdziwa miłość wystąpiła, jak miałem jakieś 12 lat. Zakochałem się potwornie. Ona była młodsza, miała jakieś siedem lat pewnie, wyglądała jak jebana Nel, w marzeniach podawałem jej chininę. Ona miała być oczywiście omdlała w gorączce, a ja pokonywałem w jej obronie bandę strasznych zbójów. w “Muminkach” była taka scena, jak Muminek z Panną Migotką płynęli łódeczką i złapała ich burza. Musieli nocować na jakiejś wyspie, a w pobliżu pojawili się oczywiście Hatifnatowie. ona się bardzo boi, on się nią opiekuje, przytula ją – i mnie bliskość też się kojarzyła właściwie wyłącznie z sytuacją zagrożenia. Ta dziewczynka była córką znajomych moich rodziców. To było na wakacjach. Dwa miesiące siedzieliśmy razem w Jastarni, byliśmy właściwie nierozłączni. Dorośli się z nas śmieli, nazywali zakochaną parą. Było mi wstyd, często udawałem przed rodzicami, że ona mnie wcale nie rusza, jeśli byłem akurat w ich obecności bez niej, to starałem się być bardzo widoczny. A po powrocie do Warszawy strasznie cierpiałem. codziennie podsłuchiwałem ich rozmowy, czy się przypadkiem z rodzicami tej dziewczynki nie umawiają, ale to niestety nie byli bliscy znajomi. Może dlatego, że jej rodzice byli architektami, a moi przyjaźnili się raczej z dziennikarzami i fotografami. Jednym z ich najlepszych przyjaciół był Lilek Lasota, redaktor naczelny “Po prostu”. Miał syna Marka, z którym się przyjaźniłem. co niedzielę jeździliśmy pod warszawę na grzyby albo ognisko. rodzice przyjaźnili się też z Jerzym Iwaszkiewiczem i Ernestem Skalskim, który miał najlepszy samochód w towarzystwie, pomarańczowego opla.

Co jeszcze pamiętasz z dzieciństwa?

Jak miałem 12 czy 13 lat, pasjonowało mnie bukieciarstwo. Zająłem się na poważnie ikebaną.

Sam zrywałeś kwiaty do tych bukietów?

Oczywiście.

To były bukiety dla mamy?

Dla babci. Nigdy nie miałem romansu z mamą, z babcią – długoletni. Pamiętam też moją pierwszą coca-colę. Od mojego wczesnego dzieciństwa co roku jeździliśmy na miesiąc wakacji do Szczawy – małego uzdrowiska na drodze z Mszany Dolnej do Szczawnicy. Jeździła tam cała bliższa i dalsza rodzina – rodzice, dziadkowie, ciocie, wujowie, kuzyni i kuzynki; w porywach było tam ze 20 osób. Pakowaliśmy nasz samochód po brzegi, część rzeczy przywiązana była, pamiętam, sznurkiem do dachu, i jechaliśmy tam cały dzień, zatrzymując się po drodze na jakichś polanach, gdzie mama coś gotowała na kuchence gazowej. wtedy nie było jeszcze takiej infrastruktury jak dzisiaj. Podróżowanie wiązało się z postojami i biesiadowaniem w przyrodzie. W Szczawie wynajmowaliśmy pokoje w pensjonatach, całymi piętrami. Było tam mnóstwo dzieci, zakochiwałem się tam w dziewczynkach z Krakowa, z którymi później namiętnie korespondowałem. Jak były upały, budowaliśmy tamy na rzece i kąpaliśmy się w rozlewisku. włóczyłem się ciągle za siostrą i jej towarzystwem, oni mnie strasznie nie chcieli, bo byłem o sześć lat młodszy. Moja siostra strasznie mi wtedy imponowała. Była taką inteligentną, rozwydrzoną gówniarą. Strasznie dużo czytała, ciągle uganiała się za jakimiś chłopakami, wiecznie w kimś zakochana. któregoś dnia podejrzałem, jak wypycha sobie stanik watą, i od tamtej pory ją szantażowałem. za milczenie płaciła mi tym, że mnie wszędzie ze sobą zabierała.

Mój dziadek był w szczawie bardzo szanowaną osobą. Jeszcze przed wojną, jak pracował na wysokim stanowisku w Ministerstwie Rolnictwa, zasłużył się jakoś dla tego regionu. Znał tam wszystkie miejscowe osobistości. Odwiedzali go w Szczawie jacyś profesorowie, a on odwiedzał proboszcza, z którym prowadził wielogodzinne dysputy. Dziadek chodził zawsze ubrany w biały garnitur, nosił kapelusz panama i kij sękaty w charakterze laski. czasami chodziliśmy razem na spacer, bo miałem zawsze poczucie winy, że za mało z nim rozmawiam, że tylko latam z dzieciakami.

Jak były żniwa, pomagaliśmy wszyscy w polu. Nie było to przyjemne, to była raczej ciężka praca, ale nagrodą była jazda wozem drabiniastym na sianie. i to po stromych drogach. To była jazda ekstremalna.

Najwięcej czasu na wakacjach spędzałem z babcią. Była moją wielką przyjaciółką. Godzinami graliśmy w karty, głównie w tysiąca. Byliśmy ze sobą bardzo blisko, aż zacząłem dojrzewać.

Tego etapu w moim życiu babcia już nie była w stanie zaakceptować. Nie lubiła mnie już w tej wersji. chyba była o mnie zazdrosna. a ja z kolei byłem kompletnie pochłonięty dziewczynami. Miałem poczucie winy, że nie chcę już z nią grać w karty. Zresztą całe moje życie rodzinne – i wtedy, i dzisiaj – to ciągłe, uporczywe poczucie winy.

Kroniki wariata z kraju i ze świata – Wojciech Mann

Można − jak ma to w zwyczaju Żelazny Karzeł Wasyl − wielokrotnie pożegnać się z życiem. Skręcając się ze śmiechu przy lekturze tej książki.

Drogi Czytelniku!
W tych szalonych, brawurowo napisanych kronikach znajdziesz:

  • intymne porady aż dwóch specjalistów: Gandalfa i Mgra Czupurnego
  • przygody Żelaznego Karła Wasyla
  • spostrzeżenia pana Henia
  • pamiętnik Doktora Wyciora
  • najważniejsze wiadomości z kraju i ze świata

Kto pamięta tych bohaterów z fal radiowej Trójki i innych anten, będzie szczęśliwy, spotykając ich ponownie, kto nie pamięta − tym bardziej nie będzie zawiedziony. To już klasyka polskiego humoru.

Dostajemy także opowieść o tym, jak trudne życie ma Wojciech Mann ze swoim wydawcą. A z drugiej strony, jak nadludzkich wysiłków i forteli potrzeba, by wydać książkę rozchwytywanego autora.

Nic w tej książce nie jest takie, jakie się wydaje. Nade wszystko zaskakuje Wojciech Mann − nawet widzów i czytelników przyzwyczajonych do jego błyskotliwych gagów.

Gandalf? To mi coś przypomina. Pisałem do niego?
– KTT Tolkien

Nie lubię konkurencji.
– Tomek Mann

Oburzające! Szpital to nie wychodek!
– Zofia Zdankiewicz-Turska