Deszczowy poranek w Bernie. Raimund Gregorius jak co dzień idzie do szkoły, w której od wielu lat uczy języków klasycznych. Na moście Kirchenfeld widzi pikną nieznajomą, szykującą się do samobójczego skoku…
Wkrótce potem berneńskiemu nauczycielowi wpada w ręce książka portugalskiego autora, Amdeu de Prado. Pod wpływem tych dwóch okoliczności Gregorius, samotny intelektualista, w jednej chwili porzuci dotychczasowe uporządkowane życie: nieoczekiwanie, w połowie lekcji, wstaje i wychodzi ze szkoły. Nocnym pociągiem podąży do Lizbony, nie wiedząc, jakie tajemnice wyjawi mu to cudowne miasto. Jego przewodnikiem jest książka Portugalczyka, z którą nie rozstaje się ani na chwilę. Poruszony do głębi zawartymi w niej refleksjami o miłości, przyjaźni, odwadze, lojalności, samotności i śmierci, Gregorius pragnie dowiedzieć się jak najwięcej o Amdeu de Prado. Podjęte prze z niego poszukiwania zaprowadza go do osób bliskich portugalskiemu pisarzowi. Dzięki ich wspomnieniom stopniowo ukazują się coraz inne fakty z życia tego zagadkowego człowieka, który, jak się okazuje, był także genialnym lekarzem i uczestnikiem ruchu oporu przeciw dyktaturze Salazara. Stanie się on dla Gregoriusa “złotnikiem słów”, mistrzem odkrywania nieznanych dotąd aspektów życia.
Czy jednak na pewno można wkroczyć w życie kogoś innego i naprawdę je zrozumieć? Wyrwać się z dotychczasowej egzystencji i jedną decyzją radykalnie zmienić swój los – czy warto to robić?

One thought on “Nocny pociąg do Lizbony – Pascal Mercier

  1. dzienny

    Opowieść zaczyna się interesująco. Niemłody nauczyciel na skutek przypadkowego spotkania porzuca swoją uporządkowane, nudne życie i jedzie do Portugalii w poszukiwaniu autora książki, która wpadła mu w ręce tego samego dnia. Któż nie marzy o porzuceniu dotychczasowego życia i wyruszeniu w świat: bez pracy, bez zobowiązań, bez problemów! Jak napiszę, że wszyscy, to pewnie przesadzę, ale z pewnością wielu, prawda?
    Otóż taka historia w dalszej części książki przerodziła się dla mnie w nie lada problem. Napisana jest oto pięknym, bogatym językiem. Tak napuszonym, nadętym i wzniosłym, że chciało mi się krzyczeć. A i temat powieści podobny.
    Autor jest filozofem, co tłumaczyłoby używany przez niego język. Choć nie ma tu jakichś zaskakujących czy nowych przemyśleń. Współczuję jego studentom, pewnie śpią na wykładach…
    Taką mam skazę: nie lubię tak napisanych książek. Choć momentami wydawało mi się, że łapię jej rytm, wtedy czytało mi się lżej. Niestety, na krótko. Lubisz tak spisane przemyślenia na tematy najważniejsze, przeczytaj. A jeśli nie, nie bierz się za tę książkę.

Leave a Reply