Pepiki. Dramatyczne stulecie CzechówPiwo i knedliki, wojak Szwejk, Helena Vondráčková i Karel Gott – to dla większości Polaków skończony obraz naszych sąsiadów Czechów. Niektórzy dodadzą jeszcze Hrabala, Kunderę i czeskie kino, aksamitną rewolucję, Václava Havla i Złotą Pragę.

Mariusz Surosz w szesnastu esejach poświęconych ważnym, choć w większości mało znanym w Polsce postaciom opowiada o ludzkich losach, ukazuje dramaty i tragedie, jakich wielka historia nie skąpiła Czechom w XX stuleciu. Pisze o astronomie, który porwał za sobą dziesiątki tysięcy Czechów i Słowaków, aby walczyć o utworzenie państwa, o największej miłości Franza Kafki, o playboyu, którego śmierć stała się symbolem końca demokracji w Europie Środkowej, o filozofie broniącym zakazanego przez władze zespołu rockowego, o murarzu, który został wydawcą książek i był za to prześladowany, o poecie – laureacie Literackiej Nagrody Nobla… Ale też o naziście, który nienawidził Czechów, a miał nad nimi władzę niemalże absolutną, i o komuniście, który zaprzedał swój naród… Surosz obala stereotypy dotyczące Czechosłowacji. Pozwala dokładniej poznać drogę Czechów do wolności. Pokazuje świat dotychczas obcy większości Polaków.
„Pepiki” to określenie świadczące o braku wiedzy o historii i kulturze Czechosłowacji. Pepiki Mariusza Surosza to książka, która tę lukę wypełnia.
 
Fragment książki:
„Cała Polska czeka na swego Dubčeka” – skandowano w Polsce podczas manifestacji w 1968 roku. Patrzyliśmy z zazdrością na krótki czas odwilży lat sześćdziesiątych, bo niemalże masowo pojawiły się świetne książki i filmy, i stało się jasne, że Czechosłowacji służy poszerzenie ram wolności. Później znów była miałkość, bo przecież wieści o powstaniu Karty 77 i śmierci Jana Patočki, który upomniał się o podstawowe prawa wolności, docierały do nielicznych. Natomiast Helena Vondračková oraz seriale Szpital na peryferiach i Kobieta za ladą opanowały wyobraźnię szerokiej widowni. 
Václav Havel do dziś cieszy się w Polsce ogromnym szacunkiem. Kiedy przyjechał promować swoją książkę Tylko krótko, proszę, na nieliczne spotkania przychodziły tłumy. Havel od początku uwiódł Polaków. Był zaprzeczeniem stereotypu Pepika, a jednak pochodził stamtąd. Był Czechem i Czechosłowakiem, ale polski romantyzm widział w nim swojego bohatera. Ileż razy wskazywano go wtedy jako męża stanu, na którym można się wzorować. Kiedy jako prezydent przyjechał do Krakowa, słyszeliśmy hasło (niewiadomego autorstwa): „Havel na Wawel”. Tkwiły w nim i podziw, i zazdrość. Że my kogoś takiego nie mamy.
Sentyment do Czechosłowacji pozostał. Temat ciągle powraca. Książka Havla była wydarzeniem. Wcześniej ukazały się biografie księdza Tiso, Olgi Havlovej, Bohumila Hrabala, reportaże Mileny Jesenskiej, wspomnienia Jaroslava Seiferta. Wciąż wychodzi Kundera, Škvorecký, Topol, Kohout i oczywiście Hrabal i Hašek, bo jakże mogłoby być inaczej… Reportaże Mariusza Szczygła zebrane w książce Gottland zrobiły furorę. A przecież ukazywał Czechosłowację jako kraj tragicznych wyborów.
Czy dzięki temu, że wciąż docierają do nas nowe książki i filmy, że polskie media z zainteresowaniem śledzą, co się dzieje w Pradze i Bratysławie, twarz nieistniejącej już Czechosłowacji zyska w Polsce wyraziste rysy? Czy nie będzie to tylko mglisty obraz, zza którego prześmiewczo zerka Rudolf Hrušínský jako dzielny wojak Szwejk? Czas pokaże.

Dodaj komentarz