W krzywym zwierciadle – Maciej Stuhr

W krzywym zwierciadle maciej stuhr 193x300 - W krzywym zwierciadle  - Maciej StuhrSubtelny i wyrafinowany humor w najlepszym wydaniu. W krzywym zwierciadle to zbiór felietonów Maciej Stuhra a także opowieść filmowa Utytłani Miłością, w których wybitny aktor objawia swój kolejny talent – literacki. Świat oczyma Macieja Stuhra może wydawać się światem odbitym w krzywym zwierciadle – ale bez wątpienia pełnym humoru. A jak wiadomo – humor zawsze w cenie…

Długa Ziemia – Terry Pratchett Stephen Baxter

Genialne poczucie humoru w świecie science fiction!

Rok 1916, front zachodni. Szeregowy Percy Blakeney budzi się, leżąc w świeżej, bujnej trawie. Słyszy głosy ptaków i szum wiatru wśród drzew. Co się stało z błotem, krwią i pooranym pociskami krajobrazem ziemi niczyjej? A skoro już o tym mowa, co się stało z Percym?

Rok 2015, Madison, stan Wisconsin, USA. Policjantka Jessica Jansson bada spalony dom unikającego ludzi naukowca, który zaginął bez śladu. Przeszukując pogorzelisko, znajduje niezwykły przedmiot: pudełko mieszczące w sobie kilka prostych obwodów, trójpozycyjny przełącznik oraz… ziemniak. To prototyp wynalazku, który na zawsze zmieni sposób, w jaki ludzkość widzi świat.

„Długa Ziemia” to pierwsza powieść powstała w wyniku współpracy twórcy Świata Dysku Terry’ego Pratchetta ze znanym autorem science fiction Stephenem Baxterem. Opowieść przenosi czytelników na krańce Ziemi i o wiele dalej. Wystarczy jeden krok…

Literacki mariaż tych dwóch autorów to najlepsze, co mogło się zdarzyć ich fanom.
„Guardian”

Idea światów równoległych to jeden z najbardziej nośnych tematów, z jakimi mierzy się od lat literatura science fiction. Ale jeszcze nigdy nie pisano o tym z takim entuzjazmem, jak w nowej powieści dwóch gigantów brytyjskiej fikcji. To prawdziwy triumf wyobraźni!
„Independent”

Literacka alchemia! Pod piórem Pratchetta i Baxtera możliwości są prawie nieograniczone. To historia, w której rodzą się genialne pomysły. Ekscytacja autorów, kiedy bawią się wielością rozwiązań, jest wyraźnie wyczuwalna i zaraźliwa! Fabuła „Długiej Ziemi” jest tak porywająca, że zbrodnią byłoby się w nią nie zapaść po uszy!
„SFX”

Połączenie Pratchetta z Baxterem to znakomity pomysł. Nie ma to jak genialne poczucie humoru w świecie science fiction.
„Sunday Times”

Terry Pratchett (ur. 1948) jako autor opowiadań zadebiutował w wieku 13 lat, w 1971 r. wydana została jego pierwsza powieść „Dywan”, a potem kolejne: „Ciemna strona słońca” (1976) i „Strata” (1981). W 1983 r. ukazała się pierwsza część cyklu Świat Dysku – „Kolor magii”. W 1998 r. Pratchett został uhonorowany przez królową Elżbietę II Orderem Imperium Brytyjskiego za zasługi dla literatury.

Stephen Baxter (ur. 1957) jest jednym z najpopularniejszych brytyjskich autorów science fiction, laureatem licznych prestiżowych nagród, współautorem „Odysei czasu”. Mieszka w Northumberland.

Bracia Sisters – Patrick Dewitt

bracia sisters 185x300 - Bracia Sisters - Patrick DewittAkcja powieści rozgrywa się w czasie gorączki złota w latach pięćdziesiątych XIX wieku. Słynący ze swojej brutalności bracia Eli i Charlie Sisters zostają wysłani z Oregon City do Kalifornii ze zleceniem zabicia wroga swojego szefa. DeWitt przywraca w swojej książce do życia saloony, rozpadające się miasteczka zachodnich stanów i cały Dziki Zachód, kreśląc przy tym galerię barwnych, pełnokrwistych postaci i z wyczuciem dawkując napięcie, absurd, groteskę i śmiech. Bracia Sisters to mistrzowski hołd złożony czarnym westernom i ukłon w stronę Cormaca McCarthy’ego oraz Joela i Ethana Coenów.

Książka znalazła się na listach bestsellerów, była nominowana m.in. do Nagrody Bookera i Nagrody im. Waltera Scotta dla najlepszej powieści historycznej, została także wyróżniona Nagrodą Kanadyjskiego Stowarzyszenia Pisarzy, Nagrodą Literacką Gubernatora Generalnego oraz Rogers Writers’ Trust Fiction Prize.

  • „Bracia Sisters” Patricka deWitta to piękna, mądra powieść, którą można przypisać m.in. do kategorii westernu typu noir. Jest też komiczna, ale to ten typ komizmu, który na końcu ma żądło skorpiona. Uśmiechasz się, potem się krzywisz, a potem przewracasz stronę, żeby zobaczyć, co dalej, cały czas wiedziony rozbrajającą opowieścią Eli’ego Sistersa, który szuka po omacku drogi powrotnej do człowieczeństwa. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo polubiłem parę psychopatów.

David Wroblewski

  • Na każdej stronie tej jednocześnie mrocznej i poruszającej powieści czytelnik znajdzie coś, co go rozśmieszy. Patrick deWitt ofiarowuje nam prawdziwy dar, opisując Dziki Zachód w zupełnie nowy sposób.

Charles Bock

  • DeWitt oddaje hołd życiu na Dzikim Zachodzie, ale odsłania także jego brutalność.

„Kirkus Reviews”

  • Mistrzowska, prześmieszna powieść łotrzykowska stojąca na równi z najlepszymi tekstami Charlesa Portisa i Marka Twaina. „Bracia Sisters” to niesamowicie wciągający popis sztuki powieściopisarskiej.

Wells Tower

  • To będzie klasyka. Powieść przerażająca, zabawna, poruszająca i niezapomniana – „Bracia Sisters” to najlepszy western, jaki czytałem od lat, i kolejny dowód, że deWitt to autor, z którego pojawienia się wszyscy powinniśmy się cieszyć.

Jonathan Evison

  • Elektryzujące (…) coś jak „Prawdziwe męstwo” w wykonaniu Toma Waitsa.

„Esquire”

  • To tylko pozornie śmieszna czarna wersja Don Kichota (…). Piekielnie zabawne.

„The Independent on Sunday”, Kanada

  • Doskonała literatura. Każdy krótki rozdział to opowieść samą w sobie snuta aforystycznym stylem Eliego. Jest tu coś z kinowego rozmachu i schematyczności westernu, doprawionych buńczucznym liryzmem spod znaku Boba Dylana (…) „Bracia Sisters” to diaboliczne połączenie Flipa i Flapa z Butchem Cassidym i Sundance Kidem (i odrobiną Don Kichota i Sancho Pansy, żeby podkreślić literacką klasę). DeWitt stworzył kolejną niezapomnianą parę bohaterów, która przejdzie do kanonu.

„The Sunday Telegraph”

  • Eli i Charlie Sisters. Sisters, ale bracia. Żyją, choć ich ojciec już nie. Został zabity. I w pełni sobie na to zasłużył. Bracia Sisters też balansują na granicy życia. I śmierci. Oraz śmieszności. Tyle że humor Patricka DeWitta, tak sugestywnie i pasjonująco wrzucającego nas w świat Dzikiego Zachodu, to czarna komedia. Pełna precyzyjnie przemyślanych potknięć podlanych gorzką refleksją o naturze człowieka. Bynajmniej nieśmiesznej.

Marcin Wilk, martinwoolf.blogspot.com

Zeznania Niekrytego Krytyka – Maciej Frączyk

zeznania niekrytego krytyka 210x300 - Zeznania Niekrytego Krytyka - Maciej FrączykNominacja do tytułu Bestseller Empiku 2012 w kategorii „Książka dla młodzieży”

Książka dla wielbicieli Macieja Frączyka, czyli Niekrytego Krytyka – polskiego władcy YouTube (prowadzi program Przemyślenia Niekrytego Krytyka), krytyka: filmów, seriali, gier, książek i reklam, a także internetowych celebrytów. Świetnie napisane, zabawne i ciekawe obserwacje z życia, zilustrowane satyrycznymi rysunkami i kodami do internetowych filmów Autora na YouTube. Książka dla młodszych i starszych, w której znajdą się wyznania Krytyka na temat języka młodzieżowego, edukacji szkolnej i seksualnej, poszukiwaniu sensu życia i życiowych wyborów, kobiet, subkultur młodzieżowych itd., a także jego życiowej pasji, tego, kim chciałby być, gdyby nie robił tego, co robi.

Nie pozwól, żeby język wyprzedzał myśl.
Antoni Czechow

Nie pozwól, żeby język wyprzedzał myśl. Po prostu się nie odzywaj.
Niekryty Krytyk

Co się tyczy edukacji seksualnej: żadnych tajemnic.
Albert Einstein

Co się tyczy edukacji seksualnej: żadnych tajemnic. Żadnych rozmazanych pikseli i niskich rozdzielczości.
Niekryty Krytyk

Talent – to robić z łatwością to, co jest trudne dla innych.
Henri Frédéric Amiel

Talent – to robić z łatwością to, czego inni nie odważyli się spróbować.
Niekryty Krytyk

Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.
Albert Einstein

Wyobraźnia jest łatwiejsza od wiedzy.
Niekryty Krytyk

Sukces to zazwyczaj coś, co nie pochodzi od artysty, lecz od publiczności.
Éric-Emmanuel Schmitt

Polać Schmittowi.
Niekryty Krytyk

Lepiej jest w siebie wątpić, niż zbytnio w siebie wierzyć.
Mikołaj Gogol

Lepiej jest zbytnio w siebie wierzyć, niż w siebie wątpić.
A Gogolowi zabierzcie kieliszek.
Niekryty Krytyk

Kobieta jest przyszłością mężczyzny.
Louis Aragon

 Kobieta jest przyszłością mężczyzny, dopóki ten czegoś nie spieprzy.
To bardzo bliska przyszłość.
Niekryty Krytyk

Zamiast karać ludzi za błędy, pokaż im inną drogę postrzegania prawdy.
Cholera wie

Czasem coś mądrego może powiedzieć ktoś na tyle głupi, żeby się pod tym zapomnieć podpisać.
Niekryty Krytyk

Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki – Marek Raczkowski

Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki – czy to prawda, czy kolejna prowokacja Marka Raczkowskiego, jednego z najpopularniejszych rysowników? Książka do czytania i oglądania – kilkadziesiąt fantastycznych rysunków Raczkowskiego i po raz pierwszy publikowane zdjęcia z baaaardzo prywatnego archiwum.

 

Na co wydałeś zaliczkę na książkę?

Chyba na dziwki i kokainę.

Ile czasu ci to zajęło?

Kilka godzin? Tyle co pójść do bankomatu, wypłacić pieniądze i wydać, ale zaraz, zaraz – zapłaciłem też zaległy czynsz i trochę dałem dziecku. Nie miałaś problemu ze znalezieniem stolika?

[Rozmowy do tej książki nagrywaliśmy w dwóch miejscach – z reguły zaczynaliśmy w restauracji przy ulicy Chocimskiej, a kończyliśmy w pobliżu, w mieszkaniu Marka Raczkowskiego].

Nie. Kiedy powiedziałam, że umówiłam się tu z tobą, kelner uśmiechnął się wymownie i natychmiast znalazł się stolik.

Bo ja tu jestem stałym gościem. Jak wstaję, z reguły po południu, koło 16, to piję kawę. Potem jem kanapki, popijając whisky lub wódką, a wieczorem jem tutaj tatara z tuńczyka i halibuta, suma albo wołowinę. Często w towarzystwie kobiet, ale rzadko się powtarzają. I od razu muszę sprostować – nie do końca prawdę powiedziałem, bo jest kilka takich kobiet, które zapraszam tu często. Staram się być teraz bardziej prawdziwy, niż jestem. Bo jeśli chodzi o tę książkę, przede mną stoi trudne zadanie. Muszę bowiem pokonać w sobie wstyd, który nieustannie odczuwam. Dojmujący, prawdziwy fałszywy wstyd.

Na czym on polega?

Dojmujący, prawdziwy fałszywy wstyd polega na tym, że człowiek chce siebie pokazać w lepszym, czyli fałszywym świetle. Na przykład nie przyznaje się do zażywania narkotyków ani do częstego zmieniania partnerek. Człowiek, który zażywa za dużo narkotyków, mówi na przykład, że owszem, wie, co to narkotyki, ale zażywa je nieregularnie, od okazji do okazji. Mało kto mówi całą prawdę. To jest fałszywy wstyd. I on jest autentyczny.

Chyba nie masz racji. Fałszywy wstyd, ten autentyczny, polega na tym, że nie czujesz wstydu, ale wiesz, że w danej sytuacji powinieneś go czuć, i dlatego go udajesz. Chyba.

Na jedno wychodzi. Czy można bezkarnie przyznawać się do ćpania? Czy to nie jest autodenuncjacja? Z jednej strony wydaje mi się, że organy ścigania powinny marzyć o tym, żeby jakiegoś celebrytę złapać, jak ostatnio Korę, ale może tak nie jest? Bo co oni teraz mają z tą Korą zrobić?! Maciek Zembaty powiedział kiedyś publicznie, żeby go po śmierci spalić i wciągać nosem, bo w dużej części składa się z czystej kokainy i nic złego go z tego powodu nie spotkało. Pewna moja koleżanka opowiedziała mi autentyczną historię, która spotkała ją w hotelu. Była tam z kimś umówiona, ale zanim doszła do baru, podszedł do niej nieznajomy mężczyzna i powiedział po angielsku, że jest agentem pewnego znanego hollywoodzkiego aktora i że zaprasza ją do jego pokoju. Wymienił nazwisko tego aktora, a nie było tajemnicą, że przebywał on wtedy z wizytą w Polsce, więc koleżanka, aktorka zresztą, postanowiła skorzystać z okazji, żeby go poznać. Poszła z agentem do pokoju aktora, on rzeczywiście tam był, ona się speszyła, wytłumaczyła, że to nieporozumienie, że owszem, ma na sobie minispódniczkę i mocny makijaż, ale nie jest prostytutką, tylko aktorką. Wszyscy troje się z tej niezręcznej sytuacji chwilę pośmiali, a następnie koleżanka pożegnała aktora i wyszła. “Jak to wyszłaś?!” – zapytałem ją zdziwiony. “Taki wielki aktor, przystojny do tego, a ty wyszłaś?!”. A koleżanka na to: “wiem, co chcesz powiedzieć. Oczywiście, że bym chętnie została. Ale miałam akurat bardzo obfity okres”. Ona jest przykładem człowieka, który dojmującego, prawdziwego fałszywego wstydu nie odczuwa. I za to ją szanuję.

To może od razu opowiedz o sobie coś wstydliwego?

Czy wiesz, że pracowałem kiedyś w radiu kolor, gdzie zajmowałem się opowiadaniem Krzysztofowi Maternie słabych dowcipów?

Nie wiedziałam. To było wstydliwe?

Miałem pewnie ze cztery lata, jak po raz pierwszy usłyszałem ten dowcip: mama z tatą chcieli się ruchać, ale synek był w domu, więc wysłali go do sklepu po musztardę. I tata mówi wtedy do mamy: “Pokaż mi bułeczkę!”. A mama do taty: “Pokaż mi kiełbaskę!” – przypominam, że były to czasy PRL-u. A na to synek staje w drzwiach i mówi: “a ja wam przyniosłem musztardę”. Nie wiem, jakim cudem synek znalazł się w tym dowcipie w drzwiach akurat wtedy. Zastanawiam się nad tym od 50 lat, ale ja dla Radia Kolor wymyśliłem inny dowcip. Mama mówi: “synku, idź do sklepu, kup pinezki”. A synek na to: “Po co, kiedy tyle ich chodzi po ścianie?!”. I w studiu zapadła cisza. Kolega, który był wtedy z nami, mówi: “Może chodziło o pluskiewki?”. A ja na to: “a co ja powiedziałem?” i znowu cisza. Maternie tak to się spodobało, że postanowił poprowadzić ze mną czterogodzinny program na żywo. I zniszczył mnie w tym programie całkowicie. Cały czas mówił: “ale pan naprawdę uważa, że to jest śmieszne? Ale tak szczerze?”. Wymiękłem wtedy kompletnie.

To nie jest bardzo wstydliwa historia. Może coś z dzieciństwa?

Jak się urodziłem, to byłem podobno okropnie brzydki. Miałem jakieś zaburzone proporcje ciała, nawet jak na noworodka. Wielka głowa, mały tułów, ale byłem jedynym chłopcem w rodzinie, więc wszyscy mnie bardzo kochali i ciągle się mną bawili – fotografowali, przebierali, obracali na wszystkie strony. Nie ukrywam, że bardzo to lubiłem, bo byłem w centrum zainteresowania.

Nic bardziej wstydliwego nie pamiętasz?

Kiedy miałem pięć lat, o mało nie zgwałciłem trzyletniego chłopczyka, w którym byłem zakochany, a fiutek stał mi przy nim jak kredka. I w ogóle nie wiedziałem, co się dzieje. Leżał koło mnie w łóżeczku, taki mięciutki, cieplutki, a ja czułem się rozkosznie.

Co to był za chłopiec?

Bartuś, mój najlepszy przyjaciel, syn przyjaciół moich rodziców. Prawdopodobnie nie miałem jeszcze wtedy ukształtowanych preferencji seksualnych. Byłem kompletnie zagubiony.

Długo trwała ta miłość?

Kilka lat. Teraz wiem, dlaczego go tak kochałem. Bo on był mną kompletnie zafascynowany, wpatrzony we mnie jak w obraz, chłonął każde moje słowo, świata poza mną po prostu nie widział. Trudno nie kochać kogoś takiego. Zawsze zresztą wybierałem sobie mniejszych i młodszych kolegów i obejmowałem nad nimi duchowe przywództwo. Potem, jako siedmio-, ośmioletni chłopiec stałem się nagle bardzo wstydliwy i oburzało mnie wszystko, co nieprzyzwoite.

A kiedy po raz pierwszy zakochałeś się w dziewczynce?

Chyba w pierwszej klasie podstawówki. Miałem urodziny i postanowiłem zaprosić do domu gości. Nie uprzedziłem mamy, więc była na mnie bardzo zła. Najpierw popełniła ustawowe przestępstwo zagrożone karą więzienia, czyli oberwałem porządnie w dupę, a potem kazała mi to odwołać, ale wtedy nie było przecież jak. Miałem pisać telegramy?! Więc mama przygotowała przyjęcie, na szczęście były to lata, kiedy w sklepach była jeszcze galaretka w proszku, a potem przyszli goście i się okazało, że to są same dziewczynki. Po prostu zaprosiłem wszystkie dziewczynki z mojej klasy. Podchodziłem kolejno, kłaniałem się i zapraszałem na urodziny. Ani jednego kolegi. Potem przez kilka godzin te dziewczynki stały w kolejce do bujanego fotela mojego dziadka i ja je kolejno w tym fotelu bujałem. Byłem bardzo szczęśliwy. Najpierw zakochałem się chyba w wioli. Pamiętam też, jak wyobrażałem sobie nasz seks, który miał się odbywać oczywiście w noc poślubną. Niosłem wiolę do wielkiego łóżka, omdlałą, żeby tam zrobić tę straszną rzecz, którą trzeba zrobić niestety. Dokładnie nie wiedziałem, co to takiego, ale na szczęście z reguły usypiałem, zanim dochodziłem w tym marzeniu do sedna sprawy.

Pierwszy pocałunek pamiętasz?

Coś tam pamiętam, że nie bardzo wiedziałem, jak to się robi. Znałem teorię – że trzeba język dziewczynie włożyć do buzi – ale zupełnie nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. Ten pomysł nie budził mojego entuzjazmu i do dziś zresztą akurat ten aspekt miłości fizycznej mojego entuzjazmu nie budzi.

Zakochiwałeś się w jakimś określonym typie dziewczynek?

Jako dziecko zakochiwałem się po kolei we wszystkich dziewczynkach z klasy, ale taka pierwsza prawdziwa miłość wystąpiła, jak miałem jakieś 12 lat. Zakochałem się potwornie. Ona była młodsza, miała jakieś siedem lat pewnie, wyglądała jak jebana Nel, w marzeniach podawałem jej chininę. Ona miała być oczywiście omdlała w gorączce, a ja pokonywałem w jej obronie bandę strasznych zbójów. w “Muminkach” była taka scena, jak Muminek z Panną Migotką płynęli łódeczką i złapała ich burza. Musieli nocować na jakiejś wyspie, a w pobliżu pojawili się oczywiście Hatifnatowie. ona się bardzo boi, on się nią opiekuje, przytula ją – i mnie bliskość też się kojarzyła właściwie wyłącznie z sytuacją zagrożenia. Ta dziewczynka była córką znajomych moich rodziców. To było na wakacjach. Dwa miesiące siedzieliśmy razem w Jastarni, byliśmy właściwie nierozłączni. Dorośli się z nas śmieli, nazywali zakochaną parą. Było mi wstyd, często udawałem przed rodzicami, że ona mnie wcale nie rusza, jeśli byłem akurat w ich obecności bez niej, to starałem się być bardzo widoczny. A po powrocie do Warszawy strasznie cierpiałem. codziennie podsłuchiwałem ich rozmowy, czy się przypadkiem z rodzicami tej dziewczynki nie umawiają, ale to niestety nie byli bliscy znajomi. Może dlatego, że jej rodzice byli architektami, a moi przyjaźnili się raczej z dziennikarzami i fotografami. Jednym z ich najlepszych przyjaciół był Lilek Lasota, redaktor naczelny “Po prostu”. Miał syna Marka, z którym się przyjaźniłem. co niedzielę jeździliśmy pod warszawę na grzyby albo ognisko. rodzice przyjaźnili się też z Jerzym Iwaszkiewiczem i Ernestem Skalskim, który miał najlepszy samochód w towarzystwie, pomarańczowego opla.

Co jeszcze pamiętasz z dzieciństwa?

Jak miałem 12 czy 13 lat, pasjonowało mnie bukieciarstwo. Zająłem się na poważnie ikebaną.

Sam zrywałeś kwiaty do tych bukietów?

Oczywiście.

To były bukiety dla mamy?

Dla babci. Nigdy nie miałem romansu z mamą, z babcią – długoletni. Pamiętam też moją pierwszą coca-colę. Od mojego wczesnego dzieciństwa co roku jeździliśmy na miesiąc wakacji do Szczawy – małego uzdrowiska na drodze z Mszany Dolnej do Szczawnicy. Jeździła tam cała bliższa i dalsza rodzina – rodzice, dziadkowie, ciocie, wujowie, kuzyni i kuzynki; w porywach było tam ze 20 osób. Pakowaliśmy nasz samochód po brzegi, część rzeczy przywiązana była, pamiętam, sznurkiem do dachu, i jechaliśmy tam cały dzień, zatrzymując się po drodze na jakichś polanach, gdzie mama coś gotowała na kuchence gazowej. wtedy nie było jeszcze takiej infrastruktury jak dzisiaj. Podróżowanie wiązało się z postojami i biesiadowaniem w przyrodzie. W Szczawie wynajmowaliśmy pokoje w pensjonatach, całymi piętrami. Było tam mnóstwo dzieci, zakochiwałem się tam w dziewczynkach z Krakowa, z którymi później namiętnie korespondowałem. Jak były upały, budowaliśmy tamy na rzece i kąpaliśmy się w rozlewisku. włóczyłem się ciągle za siostrą i jej towarzystwem, oni mnie strasznie nie chcieli, bo byłem o sześć lat młodszy. Moja siostra strasznie mi wtedy imponowała. Była taką inteligentną, rozwydrzoną gówniarą. Strasznie dużo czytała, ciągle uganiała się za jakimiś chłopakami, wiecznie w kimś zakochana. któregoś dnia podejrzałem, jak wypycha sobie stanik watą, i od tamtej pory ją szantażowałem. za milczenie płaciła mi tym, że mnie wszędzie ze sobą zabierała.

Mój dziadek był w szczawie bardzo szanowaną osobą. Jeszcze przed wojną, jak pracował na wysokim stanowisku w Ministerstwie Rolnictwa, zasłużył się jakoś dla tego regionu. Znał tam wszystkie miejscowe osobistości. Odwiedzali go w Szczawie jacyś profesorowie, a on odwiedzał proboszcza, z którym prowadził wielogodzinne dysputy. Dziadek chodził zawsze ubrany w biały garnitur, nosił kapelusz panama i kij sękaty w charakterze laski. czasami chodziliśmy razem na spacer, bo miałem zawsze poczucie winy, że za mało z nim rozmawiam, że tylko latam z dzieciakami.

Jak były żniwa, pomagaliśmy wszyscy w polu. Nie było to przyjemne, to była raczej ciężka praca, ale nagrodą była jazda wozem drabiniastym na sianie. i to po stromych drogach. To była jazda ekstremalna.

Najwięcej czasu na wakacjach spędzałem z babcią. Była moją wielką przyjaciółką. Godzinami graliśmy w karty, głównie w tysiąca. Byliśmy ze sobą bardzo blisko, aż zacząłem dojrzewać.

Tego etapu w moim życiu babcia już nie była w stanie zaakceptować. Nie lubiła mnie już w tej wersji. chyba była o mnie zazdrosna. a ja z kolei byłem kompletnie pochłonięty dziewczynami. Miałem poczucie winy, że nie chcę już z nią grać w karty. Zresztą całe moje życie rodzinne – i wtedy, i dzisiaj – to ciągłe, uporczywe poczucie winy.

Kroniki wariata z kraju i ze świata – Wojciech Mann

Można − jak ma to w zwyczaju Żelazny Karzeł Wasyl − wielokrotnie pożegnać się z życiem. Skręcając się ze śmiechu przy lekturze tej książki.

Drogi Czytelniku!
W tych szalonych, brawurowo napisanych kronikach znajdziesz:

  • intymne porady aż dwóch specjalistów: Gandalfa i Mgra Czupurnego
  • przygody Żelaznego Karła Wasyla
  • spostrzeżenia pana Henia
  • pamiętnik Doktora Wyciora
  • najważniejsze wiadomości z kraju i ze świata

Kto pamięta tych bohaterów z fal radiowej Trójki i innych anten, będzie szczęśliwy, spotykając ich ponownie, kto nie pamięta − tym bardziej nie będzie zawiedziony. To już klasyka polskiego humoru.

Dostajemy także opowieść o tym, jak trudne życie ma Wojciech Mann ze swoim wydawcą. A z drugiej strony, jak nadludzkich wysiłków i forteli potrzeba, by wydać książkę rozchwytywanego autora.

Nic w tej książce nie jest takie, jakie się wydaje. Nade wszystko zaskakuje Wojciech Mann − nawet widzów i czytelników przyzwyczajonych do jego błyskotliwych gagów.

Gandalf? To mi coś przypomina. Pisałem do niego?
– KTT Tolkien

Nie lubię konkurencji.
– Tomek Mann

Oburzające! Szpital to nie wychodek!
– Zofia Zdankiewicz-Turska

Trucizna – Pilipiuk Andrzej

trucizna andrzej pilipiuk 192x300 - Trucizna - Pilipiuk Andrzej

Andrzej Pilipiuk – pisarz, publicysta, laureat nagrody literackiej imienia Janusza A. Zajdla – aż trzy lata kazał czekać fanom na kolejny tom przygód Jakuba Wędrowycza. Zbiór 20 opowiadań “Trucizna” to siódma część cyklu poświęconego tej kultowej postaci. Egzystencja Jakuba Wędrowycza, bimbrownika i egzorcysty amatora, toczy się monotonnym, codziennym trybem. Jakub w towarzystwie wiernego druha Semena cieszy się życiem, czyli głównie pędzi i konsumuje samogon. Niestety, liczne złe moce uparły się, by zakłócić spokój naszego bohatera. Na łąkach straszy widmo hrabiego. Woda w kranie zamienia się w oranżadę. Sztuczna szczęka przyjaciela zostaje podmieniona na pudełko kredek. Belfer sadysta gnębi wnuka. Do zapasów gorzałki dobierają się zombiaki. Jakby tego było mało, ambitny diabeł proponuje partyjkę pokera. A jak powszechnie wiadomo: kto Jakuba nachodzi, sam sobie szkodzi… “Trucizna” – pełna niekonwencjonalnego, rubasznego humoru – wywoła u czytelnika niejedną salwę śmiechu.