Jutro przypłynie królowa – Maciej Wasielewski

Pitcairn to skrawek lądu na Oceanie Spokojnym leżący piętnaście tysięcy kilometrów na południowy wschód od Londynu. W 1790 roku do brzegów wyspy przybił brytyjski okręt Bounty. Buntownicy zeszli na ląd.

Obecnie żyje tam kilkadziesiąt osób. Sześć razy do roku w pobliże wyspy podpływa statek, czasem zawija jacht, a mieszkańcy z tajemniczych powodów niechętnie patrzą na obcych.

Angielski dziennikarz został deportowany, zanim zdążył zejść z pokładu. To samo spotkało francuskiego autora książek podróżniczych. Pewna reporterka usłyszała: „Powiesimy cię, jeśli o nas źle napiszesz”. Korespondentka australijskiego „The Independent” była zastraszana. Na forum internetowym zamieszczono post: „Kathy Marks powinna być zastrzelona”.

Maciej Wasielewski dostał się na wyspę, podając się za antropologa badającego żeglarskie sagi. To, co odkrył, okazało się jeszcze bardziej skomplikowane, niż przeczuwał…

Recenzja książki Jutro przypłynie królowa – Maciej Wasielewski
Pitcairn to wyspa odkryta w 1767 roku. Dopiero od 1790 roku zamieszkana przez angielskich buntowników ze statku Bounty i 19 Tahitańczyków.
Teraz mieszka tam około 45 osób. Może już mniej, niż gdy piszę ten tekst.
Geny wszystkich wyspiarzy pochodzą od 6 angielskich mężczyzn, jednego Celta, jednego Amerykanina i 12 tahitańskich kobiet.
Można by pomyśleć, że zmyślam, ale nie, ta wyspa naprawdę istnieje, wystarczy rzucić okiem na mapę Oceanu Spokojnego. To wprawdzie tylko jakieś cztery i pół kilometra kwadratowego, ale za to ma dużą historię i wiele do opowiedzenia. Sami mieszkańcy są mniej chętni do rozmów, co już wielokrotnie udowodnili, więc Maciej Wasielewski musiał podać się za antropologa, aby dostać się na wyspę.
To co tam zobaczył i usłyszał, opisał w „Jutro przypłynie królowa”. I nie jest to opowieść o przepięknej wyspie i jej miłych mieszkańcach.
Ci ludzie nie ufają nikomu, sobie nawzajem też nie, a może tym bardziej. Żyją w trudnych warunkach, tworząc wspólnotę, która borykała się i boryka z wieloma problemami, które dotykają tak małe i zamknięte społeczności. A do tego ta niewielka pula genów. W zwykłym społeczeństwie osoby głęboko zaburzone to około 1% populacji, na wyspie to ok. 30%….
Tam nawet pastor nie wytrzymał i opuścił wyspę. Codzienność to tajemnice, wzajemne szpiegowanie, szukanie haków, nieufność, strach. Obcy nazywani są Przechrztami, Judaszami, choć tym mianem określano też mieszkańców wyspy, którzy nie podporządkowywali się panującym tam zasadom.
Walutą, która tam panuje, są przysługi. Każdy każdemu jest coś winien.
A co do win, to wiele osób, które kiedykolwiek mieszkały na Pitcairn, ma ich wiele na sumieniu. Nie chcę pisać co się tam wydarzało, choć pewnie można te informacje znaleźć. Warto jednak sięgnąć po książkę nie wiedząc do końca o co chodzi.
I nie chodzi o chorą ciekawość, ale o kunszt z jakim napisał ten reportaż Wasielewski. Powoli odkrywa przed nami to, co najgorsze. Opisuje zarówno historię wyspy i jej mieszkańców, jak i własne doświadczenia w czasie pobytu na niej, a także oddaje głos ludziom, którzy zdecydowali się powiedzieć prawdę. Całą prawdę?
Trzeba przeczytać. I może wiedzieć, że nie tak zamknięte i straszne, ale niestety dość podobne społeczności funkcjonowały w Polsce jeszcze kilkanaście lat temu. I może nadal istnieją…